Droga w górach

Rolki ubrań leżą równo ułożone jak żołnierze w walizce. Nie mam dużo potrzeb, wystarczy mi mała walizka na drogę. Pakuję to co najbliższe, najważniejsze, na codzień. Nie chcę brać wspomnień. Brązowego wazonika, który dałeś na rocznicę, magnesów z wakacji, naszyjnika z bursztynem. Zabrałabym coś co nie istnieje, a tego nie chcę. Tyle lat razem, a tak niewiele prawdy. Nie wiem, kto bardziej grał, ty czy ja i czy to ma teraz znaczenie.
Gdy obudziłam się rano, nie miałam wątpliwości, że muszę odejść. Myślę, że wiedziałeś od dawna, tylko jak zawsze milczałeś.
Zostawiam ten list na biurku, gdzie wieczorem przy szklaneczce whiskey czytasz gazetę, żebyś znalazł go bez problemu.
Nie szukaj mnie. Nie zostaniemy przyjaciółmi. Za dużo milczenia i obojętności przykrytej uprzejmościami, które brałam za czułość. Idę przed siebie, póki siebie nie znajdę, póki droga będzie mi drogą, a prawda w zasięgu ręki. Póki ktoś nie zatrzyma mnie spojrzeniem i nie powie “zostań”.
Będę patrzeć w gwiazdy, gonić psy na plaży, szurać stopami w strumieniu, łapać światło rozedrgane w lesie, topić czekoladę na języku, tańczyć do szumu fal. Będę szukać odbicia w stawach, jeziorach, oczach. Będę śmiać się w głos i płakać cicho. Pójdę gdzie zechcę.
Mogliśmy lekko spacerować ku słońcu, ale wlekliśmy się z głowami ku ziemi widząc tylko kamienie i pył. Nie powiem ci, żebyś podniósł oczy ku gwiazdom, sam jesteś sobie drogą i prawdą.
M.