Jak zacząć robić selfie?

Krótka odpowiedź – powoli, cierpliwie i bawiąc się.

Mam wrażenie, że chyba już cały świat przećwiczył robienie selfiaczków. Biegnąc do kina przez rynek co rusz wpadam na ludzi włączających uśmiech tylko do zdjęcia. Newsy o zakazie używania kijków do selfie w British Museum, Wersalu, Musee d’Orsay, National Gallery w Londynie, Tate Modern, czy muzeum Guggenheima obiegały świat dwa lata temu, a ja jakimś cudem nadal nie jestem specjalistką od selfie.

Po co w ogóle zabawa w selfie?

Dla mnie nauka robienia selfie to praca nad własną samooceną. Uczę się pokazywać twarz światu, zajmować przestrzeń, być zauważaną, a oduczam się być nijaka, przeźroczysta, niewidzialna. No i chcę podbić internet, chociaż kawałeczek, a wierzę, że w online tak jak i w offline potrzebujemy mieć twarze. Chciałabyś gadać z kimś kto chowa się pod prześcieradłem? No właśnie.

Podobało mi się również jak Dominika z Kobiecej Foto Szkoły prowadząc wyzwanie tłumaczyła po co to selfie na Instagramie:

Ludzie zaczynają Cię kojarzyć. Łatwiej jest im do Ciebie napisać, zapytać o produkt, zaprosić do współpracy, albo po prostu zostawić miły komentarz.

.

Ty nabierasz pewności siebie, nawet jeśli nie jesteś typem Miss Instagrama. Samoocena idzie w górę, bo kurka wodna, no kto to widział, żeby się chować przed ludźmi!

No dobra, chodźmy robić selfie!

Od czego zacząć?

Będąc blogerką kulinarną nauczyłam się, że najłatwiej pracuje się mi nad zdjęciami znajdując swój kącik, w który te zdjęcia jakoś naturalnie mi wychodzą. Aktualnie takim kącikiem do fotografii jedzenia jest stolik w sypialni przy oknie. Dlatego dzisiaj ze wszystkich możliwych problemów jakie można mieć z robieniem sobie zdjęć skupiłam się na znalezieniu miejsca, gdzie potem będę mogła eksperymentować.

Łazienka

Nie mam kijka do selfie, instamęża, instawspółlokatorki, statywu, ani pilota do telefonu, więc mogę zrobić tylko zdjęcie z ręki, albo opierając telefon o coś. Zdjęcia z ręki mnie najmniej mi wychodzą, więc dzisiaj je odpuszczam. Będę korzystać z udogodnień. Z serwisów randkowych wiem, że łazienka i winda to ulubione pomieszczenia większości populacji do robienia zdjęć. Dlaczego? Zazwyczaj jest tam lustro.

Moje lustro łazienkowe jest piękne – okrągłe, otoczone orzechową asymetryczną ramą, komplementowane przez wiele osób na najwyższym poziomie czyli “niemożliwe, że to jest Ikea”. Po zdjęciach w łazience bez okien jednak nie można spodziewać się za wiele. Sztuczne światło nadaje twarzy ostrych krawędzi, podkreśla podkrążone oczy, zmarszczki i nadaje niezbyt ładny kolor.

Lustro z dostępem do światła dziennego

Skoro nie łazienka to może lustro w przedpokoju, albo sypialni da radę. Co prawda mamy tutaj nudę, zwykły prostokąt bez ramy, ale za to jest światło dzienne. Najbliższe okno jest dosyć daleko, ale widać, że jest zdecydowanie lepiej.

Na minus wypada drugi plan. Nie jest ani jednolity, ani interesujący. W przedpokoju widać drzwi od łazienki, w sypialni komodę, regał i półki. Nieuporządkowane elementy, odciągają uwagę od głównego elementu to jest mnie.

Podpowiedź 1 – jeśli w tle się dużo dzieje, lepiej poszukać innego tła.

Podpowiedź 2 – jeśli używasz lustra, wyczyść je, inaczej ze zdjęcie może popatrzeć na ciebie potwór 😉

Bliżej okna

Przenoszę się bliżej okna. Chciałabym fotkę na kanapie. Tu jest moje centrum dowodzenia. To tutaj rodzi się większość tekstów, tutaj oglądam seriale, czytam książki, wyglądam przez okno, często jadam śniadanie, obiad, oraz kolację, przykrywam się kocykiem, skroluję Instagram. Bez lustra jest trudniej. Kombinuję jak ustawić telefon, może wepchnąć między poduszki, albo przykleić patafixem do pudełka? Zadziwiająco szybko wpadam na pomysł wsadzenia telefonu do słoika, mam ich całą armię. Jeśli kiedykolwiek najdzie mnie chęć na zrobienie 50 słoików dżemu, jestem gotowa. Proszę się nie śmiać, takie sytuacje już się zdarzały.

Statyw ze słoika

Jeden słoik pasuje jak ulał. Telefon nie utyka na stałe, ale trzyma się stabilnie i się nie przewraca. Stawiam go na oparciu kanapy i robię zdjęcie z opóźnieniem czasowym. Tło wygląda nieźle, ale nad odpowiednim ustawieniem kończyn będę musiała popracować, ale to następnym razem.

Rekwizyty

Skoro już tak dobrze idzie to marzy mi się zdjęcie gdzie jestem pochłonięta lekturą. Próbuję. Książka wygląda trochę drętwo, jakby przypadkowo wpadła mi w ręce.

Skąd ta książka w moich rękach?

Może z rośliną będzie łatwiej. Organizuję sobie elegancki stosik książek i magazynów w celu podwyższenia mojego ministatywu.

Próbuję znaleźć miejsce, koło mojej monsterki. Przyniosłam ją dwa lata temu w zwykłej bawełnianej torbie na ramieniu, a dzisiaj strzela liśćmi na prawo i lewo, że trudno mi ją nawet okręcić na stołku. Kombinuję z jednym i drugim liściem, światło jest gdzie indziej niż bym chciała. Odpuszczam. Z rekwizytami w fotografii jest jak z żonglowaniem, lepiej zacząć od jednego elementu, a potem powoli dołączać kolejne. Chyba chciałam za dużo na raz.

Kącik

Mój salon jest jaśniejszy niż sypialnia, ale to w sypialni światło jest delikatniejsze no i tutaj mam do dyspozycji gładką ścianę bez rozpraszaczy. No i chyba znalazłam kącik. Może telefon mógłby być jeszcze wyżej, chociaż i tak ustawiłam go na grzejniku, ale w końcu i tak mogę objąć większy kawałek siebie. Słońce wychodzi zza chmur i rzuca na mnie swoją smugę, ale wciąż nie oślepia mnie, ani nie tworzy zbyt ostrych cieni. Ustawiam się na różne sposoby, starając się nie wyglądać głupio. Chyba mi się w końcu udaje.

Zostaje jeszcze do przetestowania mój kącik kulinarny, wpakowanie talerza na stolik było łatwiejsze niż siebie samej. Trochę tu ciasno i mam ograniczenie gdzie ustawić telefon, przydałoby się przynieść stołek. Nie chce mi się. Na dzisiaj już chyba wystarczy nauki.

Uff. Wymiękam. Chyba nigdy nie wrzuciłam tak dużo swoich zdjęć do internetu. Ale nie było tak źle!